Alarm, który ma sens
Reakcja „walcz albo uciekaj” jest stara i bardzo użyteczna. Kiedy na ulicy zza rogu wyjeżdża samochód, w ułamku sekundy serce przyspiesza, mięśnie się napinają, oddech rośnie, a uwaga zawęża się do zagrożenia. Dzięki temu odskakujesz, zanim zdążysz pomyśleć.
NIMH opisuje ataki paniki jako fałszywe alarmy: ta sama reakcja uruchamia się, choć zagrożenia nie ma. Nic w ciele się nie psuje. Alarm po prostu działa za czule i za głośno. To zmienia sposób myślenia o problemie: nie trzeba naprawiać ciała, tylko przestawić czułość czujnika.
Co zwiększa podatność
Geny i temperament
Zaburzenie paniczne częściej występuje w niektórych rodzinach. Metaanaliza badań bliźniąt (Hettema, Neale i Kendler, 2001) oszacowała jego dziedziczność na około 48%. To nie jest wyrok. Dziedziczy się raczej ogólną wrażliwość układu lękowego niż samą panikę.
Wrażliwość lękowa
To skłonność do odczytywania objawów lęku jako groźnych: „szybkie serce oznacza, że coś jest nie tak”, „zawroty głowy oznaczają, że zemdleję”. Badania prowadzone m.in. przez Normana Schmidta na kadetach wojskowych pokazały, że osoby z wysoką wrażliwością lękową częściej doświadczały później ataków paniki. To dobra wiadomość, bo wrażliwość lękową da się zmniejszyć treningiem.
Stres i przełomowe momenty
Pierwszy atak często pojawia się w okresie przeciążenia: po stracie, w trakcie rozstania, przy zmianie pracy, po porodzie, po chorobie lub po serii nieprzespanych nocy. NHS wymienia traumatyczne lub bardzo stresujące doświadczenia jako jeden z głównych czynników. Stres nie musi być dramatyczny. Wystarczy, że trwa długo.
Czynniki fizyczne
Niektóre substancje i stany same w sobie wywołują objawy podobne do paniki albo obniżają próg alarmu. Najczęściej: duże ilości kofeiny, kac i odstawienie alkoholu, marihuana, stymulanty, napoje energetyczne, niewyspanie, niski poziom cukru, gorączka. Pierwszy atak wiele osób przeżywa właśnie po takiej nocy albo po kilku mocnych kawach.
Błędne koło
To, dlaczego ataki się zaczęły, i to, dlaczego wracają, to dwie różne sprawy. Brytyjski psycholog David M. Clark opisał w 1986 roku model, który do dziś jest podstawą terapii paniki. Jego sedno to katastroficzna interpretacja doznań z ciała.